Cisza jaką nagle wypełnia się pomieszczenie jest nie do
zniesienia. Przytłacza. Nie pozwala swobodnie oddychać. Chciałabym umieć
wyprzeć ze świadomości jego słowa. Zamiast tego czuje jakby ktoś wepchnął mnie
do wanny po brzegi wypełnionej lodem. Zimno szczelnie wypełnia całe moje ciało,
dreszcz, za dreszczem. Budzi się we mnie wrzeszcząca żądna krwi i bólu bestia –
wściekłość. Niech cię szlag, niech cię szlag!!!! – krzyczy głos w mojej głowie
i wiem, że nie będę w stanie zapanować nad sobą. Oddech przyspiesza mi coraz
bardziej i desperacko szukam jakiegoś sposobu, żeby znaleźć ujście dla
rozsadzającego mi czaszkę pulsowania. Wreszcie wzrok pada na gładkie ramię
Marka. Sekunda i wbijam się zębami najgłębiej jak się da.
-
Aaaagrrrrr!!!!!!! – Mark wydaje z siebie dziwnie
artykułowany wrzask.
Słono metaliczny posmak w moich ustach powoli uspokaja mój
rozszalały puls. Patrzę na odcisk moich zębów zapełniony kroplami jego krwi i
już mi lepiej. Chciałabym poczuć jego ból wyraźniej, ale musze zadowolić się
tym co mam.
-
Przyrzeknij, że nigdy więcej tego nie powtórzysz. –
mówię z lodowatym spokojem patrząc mu prosto w oczy.
-
Przyrzekam. – bardziej warczy niż mówi.
Jego źrenice są teraz czarne, ogromne, ale nie widać w nich
ani krzty uległości. Ta zmiana mnie nie dziwi choć wolałabym jej nie zauważyć.
Nadal jest wewnątrz mnie i ze zdziwieniem odkrywam że jego penis znów
pęcznieje. Przez moment waham się. Jednak chęć pokazania mu kto tu jest górą
zwycięża. Moje dłonie opieram na jego torsie i mocniej popycham go na posadzkę.
Jego plecy z głuchym szurnięciem lądują na kamieniu, równocześnie zmieniając
ułożenie jego nóg. Siadam wygodniej i zaczynam płynnie poruszać biodrami. Góra,
dół i elipsa, góra dół i elipsa.... swoisty taniec powoduje, że odzyskuje stan
błogiej stabilności i poczucie własnej niezależności. Kładzie ręce na moich
biodrach, ale szybko zrzucam je sycząc:
-
Nie dotykaj.
Widzę jak znów zaciska szczęki i gratuluje sobie tego
posunięcia. Wiem, że najchętniej przerwałby tę grę, ale jego nieobecny wzrok
mówi, że jest zbyt podniecony, żeby mu się udało. Tryumfuje przyspieszając i o
mały włos tracę równowagę więc w ostatniej chwili moje dłonie znów opieram o
jego klatkę piersiową. Mark momentalnie wykorzystuje sytuacje i chwyta mnie za
nadgarstki. Nie za bardzo rozumiem o co mu chodzi, ale on tylko przyciąga moja
rękę do swoich ust i zaczyna mokrymi pocałunkami całować miejsce gdzie
wyczuwalny jest puls.
Przymykam oczy i pod powiekami widzę „Szał” Podkowińskiego.
Przez chwilę mam ochotę wybuchnąć szczerym śmiechem, ale powstrzymuje się całą
siłą woli jak mi jeszcze została i znów skupiam się na własnych ruchach bioder.
Nie mogę uwolnić myśli od skojarzeń o ujeżdżaniu. Pęd, szorstkość, gorąco
wszystko nabiera odpowiedniej zmysłowości. Oddech przyspiesza mi coraz
bardziej. Czuje gorąco które rozlewa się falami po moim ciele. Ocieranie z
przyjemnego zmienia się w ten specyficzny rodzaj bólu tuż przed spełnieniem i
choć chciałabym je odwlec jeszcze na chwile, dreszcze i skurcze opanowują moje
ciało. Rozkosz trwa i trwa. Opadam na niego z wycieńczenia i czuję jego ciepłe
nasienie spływające wewnątrz moich ud. Przez chwile słyszę jego rozszalałe
serce, które z sekundy na sekundę zwalnia rytm i nagle robi mi się źle, tak
strasznie źle na duszy. Czuje jak Mark delikatnie opuszkami palców gładzi mnie
po plecach. Denerwuje mnie to, ale nie mam siły warknąć, żeby przestał....
* * *
Kiedy wychodzę z piekiełka zimny wiatr głaszcze moja
rozgrzaną twarz, próbując zgasić mój wewnętrzny ogień. Wlokę nogę za nogą na
przystanek autobusowy i co chwile przygryzam wargę, żeby jeszcze raz poczuć w
ustach smak krwi. Potem, przez szybę autobusu świat wydaje się szary i ubłocony
co przygnębia mnie jeszcze bardziej.
Nakładam słuchawki od MP3 i słyszę:
"Now it’s 3 in the morning, and I' trying change your mind, Left you multiple missed calls, and to my message you replied, Why'd you only call me when you're high?, Why'd you only call me when you're high?"
Łzy same zaczynają spływać po policzkach. Wyciągam komórkę i
szukam w kontaktach Olgi.
-
Masz chwilkę??? Potrzebuje Cię. – błagalnym tonem
wzywam moje koło ratunkowe.
-
Mała, dziś już za późno, nie dam rady.
-
Tylko na chwilkę. – słyszy że głos mi się łamie.
-
Dobrze, będę u Ciebie za godzinę.
I już wiem, że będzie lepiej. Przyjedzie, wysłucha mnie,
zrozumie. Teraz tylko tego potrzebuję – zrozumienia.....
Oj nie takiego zakończenia się spodziewałam... Trochę to smutne a za razem głębokie w odczuwaniu. Trudno jest czasami zajrzeć w siebie żeby dobrze zrozumieć co nami kieruje. Tekst naprawdę dobry aż się prosi o ciąg dalszy. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDzięki serdeczne;)
OdpowiedzUsuńOjjjj Izra...Coraz lepsze te odcinki...:) Talent masz niesamowity :)
OdpowiedzUsuńCzekam, czekam i doczekać się nie mogę...
OdpowiedzUsuńSłońce jeszcze troszkę cierpliwości:*
UsuńCierpliwość niestety nie jest moja mocną stroną :(
Usuń