To już końcówka września, a ja nadal nie mogę dostrzec
najmniejszych symptomów mojej ulubionej jesieni. Jest zbyt ciepło, zbyt sucho,
za mało kolorów, za mało zapachów. Wszystko dookoła wydaje się wyjałowione. Przybrudzone
żółcie i brązy spadających liści i ani jednego przebłysku przyjemnie grzejących
od środka czerwieni i pomarańczy. Lato ociąga się z odejściem, trwa, ale jest bez
smaku jak zwietrzały szampan, którego już nikt nie chce dopić. Jadąc do pracy
rowerem nadal narzucam na siebie jedynie koszulkę i szorty, a przecież powinno
być chłodniej, wilgotniej inaczej. W biurze staram się robić wszystko jak
najdokładniej, bo ten psychol Max próbuje wyżywać się na wszystkich, a ja z
racji bycia jego asystentką jestem teraz na pierwszej linii ognia. Wróciłam do
dawnych nawyków noszenia „zabawek”, bo inaczej w chwilach eskalacji wzburzenia
nie umiałabym zapanować nad odruchami i najprawdopodobniej rzuciłabym się Maxowi
do gardła. Dziś mam na sobie opaskę na ramię z kolcami zakończonymi igiełkami i
kiedy tylko mój szanowny szef wzywa mnie do siebie i zaczyna swoje wrzaski,
przyciskam ramię do tułowia najmocniej, by igły wbiły się w skórę. Ból, krótki
stan błogości i powrót do samokontroli. Koło południa odzywa się moja komórka,
ale jestem zbyt zajęta wklepywaniem danych, żeby ją odebrać i dopiero dwie
godziny później mogę sprawdzić i oddzwonić.
-
Mała nie odzywasz się, a obiecałaś. – lekka pretensja w
głosie Olgi brzmi niegroźnie, jak u małej dziewczynki.
-
Przepraszam, nie mogę się wyrobić, od powrotu z urlopu.
-
Obiecałaś, że się spotkamy i na spokojnie obgadamy ten
twój najnowszy nabytek. Czuję się pominięta, a wiesz, że potrafię być bardzo niegrzeczna,
kiedy się mnie ignoruje. – wyczuwam rodzaj ironii, ale nie za bardzo wiem jak
na niego zareagować, żeby jej nie sprowokować i nie być zmuszoną do tłumaczenia się z ostatnich wydarzeń. Nie mam na to czasu i chyba najpierw muszę sobie wszystko
przemyśleć, żeby potem opowiedzieć jej to w miarę logicznie.
-
Przyrzekam, że w przyszłym tygodniu coś zorganizuję.
Spotkamy się na mieście i pogadamy.
-
Przyszły tydzień może być Mała, ale dziś idziesz ze mną
do klubu.
-
Olga, nie dam rady. – staram się przybrać błagalny ton.
-
Dasz, dasz. Tom przyjechał, a to jedyny DJ, którego
znamy osobiście, więc kochana nie masz wyjścia. Przyjadę po Ciebie o
dwudziestej.
Jestem lekko wkurzona, więc odruchowo przyciskam ramię i
fala ciepłego bólu zagłusza wszelkie emocje. Teraz szybko muszę wysłać sms-a do
Matiego, żeby dziś do mnie nie przychodził. Przez jedną chwilę się waham i przychodzi
mi przez myśl, żeby zabrać go z nami, ale wiem jak bardzo Olga lubi w klubach
prowokować, więc odpycham ten poroniony koncept jak najdalej. Nie mogę go
okłamać, ale nie chcę mu pisać całej prawdy. „Nie przyjeżdżaj. Idę z kumpelą na imprezę. Wrócę bardzo późno”.
* * *
Olga punkt dwudziesta dzwoni. Nie zdążyłam się przygotować.
Nadal mam mokre włosy. Szybko wsuwam balerinki na stopy zbieram w biegu moją dżinsową
kurteczkę, torebkę i wybiegam zatrzaskując za sobą drzwi.
Taksówka pachnie skórzaną tapicerką. Olga patrzy wymownie na
wielki zegarek na swoim nadgarstku.
-
Od kiedy to się spóźniasz Mała???
-
Zlituj się, z pracy wróciłam pół godziny temu. –
odburkuję siadając obok niej. – Ledwie zdążyłam wyskoczyć spod prysznica.
-
Faktycznie wyglądasz jak zmokły kurczak. – śmieje się dźwięcznie.
Wygląda jak ucieleśnienie męskich fantazji. Włosy kruczoczarne
układają się w delikatne fale, bordowe usta kontrastują z mleczną karnacją i
ogromne turkusowe tęczówki oczu, od których nie można oderwać wzroku. Czarna
bluzka z złotymi aplikacjami z lejącego materiału miękko podkreśla jej figurę i
mini kończąca się gdzieś w połowie uda podciągnięta teraz do granic
przyzwoitości. Kojarzy mi się z ostatnim zdjęciem Moniki Bellucci z „Figaro”
gdyby tylko podmienić aktorce kolor oczu z ciepłego brązu na odblaskowy
niebieski. Jest piękna. Nierealnie piękna, jak senne marzenie. Często się
zastanawiam, czy gdyby nie nasza wspólna przeszłość miałabym szanse się z nią
przyjaźnić.
Dojeżdżamy do klubu po 30 minutach i już zza rogu widać
kolejkę przestępujących z nogi na nogę ludzi. Przechodząc obok nich czuję się
dziwnie skrępowana, bo większość nawet tych ładniejszych dziewczyn nie będzie
miała szansy wejść do środka. Z daleka słychać basy nadające nie zawsze równy
rytm.
-
Cześć Byku. – Olga uśmiecha się promiennie do
napakowanego selekcjonera w garniturze.
-
Olga, jak miło, o widzę dziś z koleżanką? – uśmiecha się
do niej i pochyla żeby ucałować policzek.
-
No wiesz, Izry nie poznajesz?
Byku przez sekundę patrzy mi w oczy i zaraz pochyla się w
moją stronę.
-
Izra, kobieto wieki Cię nie było.
-
Wiesz, praca, obowiązki. – czuję się jak na
przesłuchaniu, przecież nie powiem, że już wyrosłam z szlajania się po klubach.
Wreszcie przepuszcza nas i wchodzimy do środka. Przechodzimy
wąskim korytarzem potem w dół parę schodów. Jeszcze jeden krótki korytarz i wreszcie
wchodzimy do wielkiej sali wypełnionej po brzegi ciałami, poruszających się
szybko w rytm „Gold Dust” Fresh’a. Przeciskamy się i Olga mocno trzymając mnie
za rękę ciągnie mnie w stronę baru.
-
Marcin, zostawimy to u Ciebie OK.?! – krzyczy do
barmana podając mu nasze torebki i moją kurteczkę. Chłopak kiwa z uśmiechem
głową odbierając nasze rzeczy i mrugając porozumiewawczo okiem.
Potem wciąga mnie z powrotem na parkiet. Zaczynam podskakiwać,
ale muzyka przechodzi w inny rytm i słyszę już przejście w inną tonację.
Samplowanie w wykonaniu Toma to mistrzostwo świata – piosenki wręcz przenikają
się i właściwie nie wiadomo, w którym momencie jedna jest zastępowana przez
drugą. Teraz wyraźnie słyszę Kiesze. Światła migają w rytm muzyki z zawrotną
szybkością i ciężko mi się skupić, więc poddaję się próbując dopasować do niego
własne tempo. Patrzę na Olgę, ale ona nadal podskakuje od czasu do czasu
bardziej kręcąc biodrami.
Znów słyszę przejście tym razem to kawałek „Shake it off”
Taylor Swift – przypominam sobie zabawny teledysk i robię śmieszne miny. Olga
przypatruje mi się i z dezaprobatą zaprzecza ruchem głowy, ale zaraz robi zeza
i pokazuje mi język. Rytm pozostaje podobny jednak już inne gitarowe wstawki
dają się słyszeć, choć musi minąć jeszcze parę taktów, żebym mogła rozpoznać „Don’t
mess with me”. Lubię ten kawałek bardziej. Olga też. Obie zbliżamy się do
siebie i tańczymy obchodząc się nawzajem i ocierając jak dwie pantery. Jakiś
facet lustruje Olgę z daleka i wiem, jaki manewr Olga wykona, żeby się go
pozbyć, ale czekam cierpliwie, aż sama da mi znak. Metrum zmienia się ledwo
zauważalnie i nagle słyszę najnowszy kawałek Jack’a White’a „Lazaretto”. Olga w
swych wygięciach jest teraz bardziej nachalna. Zbliża się do mnie robi krok
pomiędzy moje rozstawione nogi i chwyta mnie w pasie. Znam tą metodę
wystarczająco dobrze, żeby grać razem z nią. Ocieramy się o siebie w
jednoznaczny sposób pokazując swoją zażyłość. Facet mimo to nie spuszcza z niej
wzroku. Następny kawałek „Addicted to you” przez cały czas obserwuje nas stojąc
bez ruchu kilka metrów od nas. W jednej ręce ma szklankę, drugą trzyma luzacko w
kieszeni dżinsów. Pod koniec kawałka Olga jeszcze bardziej zbliża się do mnie i
po paru sekundach nachyla się w stronę mojej twarzy. Całuje mnie kładąc swoje gorące
bordowe usta na moich i jednocześnie mocno przyciskając się swoimi piersiami do
moich. Jakaś para obok nas na chwilę przestaje się kołysać wpatrując się w to
przedstawienie. Olga odsuwa się i zaczyna tańczyć zgodnie z pulsem „Chandelier”.
Ruszam się wolniej i patrzę na faceta, który wciąż patrzy na Olgę, choć teraz
jest już to wstydliwe spojrzenie człowieka, który ma świadomość, że jest intruzem.
Słysząc Ufie uśmiecham się do siebie i wiem, że Tom nadal lubi zaskakiwać i
mieszać ze sobą „niemieszalne”. Uwielbiam go za tą różnorodność wyborów. Po
chwili tempo przyspiesza i słyszę „I You She together come on baby let’s go” i
robi mi się żal, że jednak nie usłyszałam, Peaches w moim ulubionym kawałku.
Olga dotyka mojego ramienia.
-
Musze na chwilkę wyjść, zaraz wrócę. – przekrzykuje muzykę.
-
Iść z Tobą? – krzyczę w jej stronę. Zaprzecza ruchem
głowy, więc zostaję.
Muzyka się zmienia i rozpoznaję „Get Lucky” Daft Punk’ów. Do
takiej muzy łatwo się tańczy, więc ruszam się swobodnie. Nagle czuję jak ktoś
łapie mnie w pasie. Odwracam się i widzę Szymona.
-
Co Ty tu robisz?! – krzyczę odskakując od niego jak
oparzona.
-
Bawię się. – uśmiecha się zawadiacko i pokazuje ruchem głowy za
siebie na swojego faceta. – Pozwolił mi nawet z Tobą się pokręcić. – mówi wprost
do mojego ucha.
-
Nie chcę. Jestem tu z Olgą.
-
Wiem, mówiła, że tu dziś będziesz. – zaczynam rozumieć
rozkazujący ton Olgi i jej małą intrygę. Chciała mnie tu sprowadzić i zgadała
się Szymonem.
Jego ręce w jednym ruchu obejmują mnie i przyciskają do
siebie. Nie chcę go, nie mam dziś na niego ochoty. Jednak kołysze się z nim i
powoli rozgrzewam. Czuję jego urywane oddechy na moim karku i pomimo zmęczenia budzi
się moje nienasycenie. Rozsądek z nim walczy, ale znam ten głód i wiem, że
zimna logika rozpuści się jak kawałek lodu na mojej gorącej skórze. Jestem zła
na Olgę, uknuła spisek i teraz pewnie zaciera ręce z zadowolenia. Staram się trzymać
i skupiam się próbując rozpoznać kolejną ścieżkę, tym razem to Lemaitre coś o
zmianie kolorów, ale nawet to nie daje mi wytchnienia, bo palce Szymona
zaczynają błądzić pod moją sukienką niebezpiecznie blisko ocierających się ud. Czuję
jego język na mojej szyi i odpływam. Jest mi zbyt dobrze. I nagle słyszę
charakterystyczny dźwięk drewnianej tarki i mam ochotę piszczeć z radości. A
jednak Tom pamiętał.
„I like the innocent
type, Deer In the headlight, Rocking me All night, Flexing his might, Doing it
right, Keeping me tight, Taking a bite out of the peach tonight”
Wyrywam się Szymonowi z objęć i tańczę sama wczuwając się w
nieprzyzwoity do granic możliwości tekst ulubionego kawałka, mrucząc pod nosem
to samo, co Peaches. Jestem szczęśliwa, jest mi bosko. Tylko tego było mi
trzeba.
Sama bym chciała znaleźć chwilę na takie odprężenie, na zatracenie się w muzyce by tylko czuć i odbierać jej wibracje....
OdpowiedzUsuńA ty Izra jak zwykle zaciekawiasz i urywasz ;) czekam na ciąg dalszy :)
Pozdrawiam
Uwierz mi byłam tak zmęczona, że odpływałam wbrew własnej woli. Choć prawdą jest, że czasem trzeba się "wyskakać".
UsuńKochana od czasu do czasu musisz sobie pozwolić na takie taneczne "rozpasanie", bo wtedy życie nabiera innego smaku;)
Miłego
W tej chwili mój smak i sen z powiek zabija wysoki kurs fanka ;-) wiec na rozpasanie nie mam czasu.
UsuńPozdrawiam